BIEGNĄCA PO FALACH - RATUJEMY LEGENDĘ Drukuj

"Biegnąca po falach" -  legenda Wielkich Jezior Mazurskich, od 40 lat uosabiająca siłę tradycji żeglarskich w Polsce i piękno tego sportu. Największa jenostka żaglowa pływająca po polskich jeziorach dziś potrzebuje naszego wsparcia.

Ci którzy śledzą bliżej działania YKP LUBLIN wiedzą, że remont już trwa i każdego dnia podejmujemy kolejne aktywności zmierzające do szczęśliwego finału. Potrzebujemy jednak o wiele więcej. Dlatego zwracamy się do Was.

Jak można pomóc ?
Włącz się do akcji i:
1. udostępnij informacje o wydarzeniach realizowanych wokół Biegnącej i o zbiórce - im więcej osób wie, tym większe szanse na zebranie potrzebnej kwoty.
2. przyjdź na koncert i weź udział w konkursie - kup promocyjny gadżet .
3. dorzuć się na zrzutka.pl (www.zrzutka.pl/generalny-remont-biegnącej-po-falach-s7edkb ) - liczy się naprawdę każda złotówka
4. przyjdź i osobiście pomóż w remoncie - nawet gdy nie masz pojęcia co robić, zawsze możesz zrobić kawę, kanapki i posprzątać w hangarze.
5. przyjdź na spotkanie Klubu - omawiamy na nich szczegółowy plan działania - być może będziesz miał jakiś pomysł, który osobom dotychczas zaangażowanym w projekt, nie wpadł do głowy - a ty dzięki swoim doświadczeniom lub możliwościom rozwiążesz go w minutę.
6. weź pod uwagę, że pędzel kosztuje 2-5 zł, puszka farby w zależności do czego ma być wykorzystana 50-160 zł, to wszystko są złotówki.
7. nie musisz wyjąć z kieszeni 100 000 tysięcy złotych, ale może zachęcisz kilka osób aby wpłaciło kilka złotych, pamiętaj, że liczy się każda złotówka !

Biegnąca powstała w czasach kiedy nie było wiele poza fantazją i chęcią do działania. Na przekór czasom i szarej rzeczywistości.
Nie pozwólmy by odeszła w zapomnienie. By ten dowód, że wszystko jest możliwe, stał się dowodem na to, że zaniedbaliśmy to co nam zostawiły wcześniejsze pokolenia. Że pogoń dzisiejszego dnia, wygrywa z pasją i tradycją.

Dla zainteresowanych, na kolejnej stronie Historia Biegnącej po falach :)


 

 Historia Biegnącej zaczęła się w Domu Kultury Lubelskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, w specjalnie dobudowanym dla nas skrzydle, gdzie mieściła się siedziba naszego klubu - YKP Lublin. Później określana mianem"największej stoczni jachtowej na prawym brzegu Wisły". Klub prowadził mistrz optymizmu i wiary w cuda, Komandor - Waldemar Cechowicz, a głównym budowniczym jachtów był Adam Glegoła. Do tego grupa młodych pełnych entuzjazmu ludzi dla których wszystko było możliwe. Adam był znany ze swojej fachowości i determinacji w działaniu. Każdą nowo zbudowaną łódką potwierdzał swój zmysł konstruktorski. Po zbudowaniu holownika WODNIK stanęliśmy przed widmem pustej pracowni.

Adamowi niewątpliwie już wcześniej krążyły po głowie wizje wypełnienia pracowni, większym kształtem. Pokazał rysunki... Zaczęły się "dywagacje" Szkuner? Może jednak coś z rejami! BRYGANTYNA? Nie ma jeszcze czegoś takiego na Mazurach. Głosem przekonującym do budowy Brygantyny był głos kpt. Ziemowita Barańskiego ówczesnego szefa Lubelskiego OZŻ-tu a później kapitana brygu "FRYDERYK CHOPIN"- "Czy wiesz bracie, proszę Ciebie, jak będą brzmiały komendy przy zwrotach? - FOK I MARSEL DOOKOŁA!" Wtedy tylko na "DARZE POMORZA" można było usłyszeć podobne komendy. I właśnie Ziemek wydawał je pierwszy przy zwrotach z żaglami rejowymi na Brygaśce. No i stało się! Zaczęliśmy realizować budowę łódki jakiej jeszcze w Polsce nie było! Praktycznie przedsięwzięcie w tamtych czasach niemożliwe bo brakowało wszystkiego, wszystkie materiały musieliśmy skądś wydostać. Komandor - największy "Szaman" sprawiał, że pod Klubem pojawiały się samochody ze sklejką, drewnem, żywicą i matą szklaną. Okazało się, że siły tworzenia czegoś z niczego tkwią w wielu i też mamy moc "magów". Członkowie Klubu to w większości młodzież szkolna, przychodząca przed lub po zajęciach szkolnych, czasem także zamiast. Wszyscy pełni chęci, zapału i optymizmu, a praca przy łódce była niezwykłą frajdą.

Wymogi transportu kolejowego ograniczały kadłub do wymiarów 13,5 x 3,00... Mimo to powstający kadłub robi duże wrażenie... W końcu nadszedł "czas elektryków" czekających na możliwość zamontowania tablicy rozdzielczej, prostownika, akumulatorów, położenia przewodów, zamocowania lamp i świateł nawigacyjnych. Ktoś przytargał 40 kg-wą admirałkę, ktoś znalazł zupełnie nikomu nie potrzebny kawał 12 metrowego dwuteownika na balast, ktoś przyciągnął z demobilu kabestan na korbę, do dzisiaj rwiemy nim "haki". Adam szyje żagle, oczywiście z bawełny (dakron był nieosiągalny), robi modele do odlewów na balast, Lubelska Fabryka Samochodów Ciężarowych wykonuje to po cenie żeliwa. Obróbka odlewów-warsztaty szkolne. Wszyscy są w jakiś sposób uwikłani w tworzenie: maszynki sterowej, tablicy rozdzielczej, oświetlenia, szycie materacy, itp. Powstaje osprzęt. Pleciemy szplajsy, skręcamy druciki, blaszki, szykujemy liny, remizki, bloki, okucia, siatkę pod bukszpryt, malujemy, szlifujemy, lakierujemy, ustawiamy maszty i całe mnóstwo różnych rzeczy.

Potem jest uroczyste "...nadaje Ci imię "BIEGNĄCA PO FALACH..." i jedziemy nad Wielką Wodę. Lipiec. Kilka dni podróży pociągiem i w Giżycku w Basenie Węglowym, wodowanie. Leży w liniach idealnie. Ogólnie panujące szczęście. Od położenia stępki do tego momentu minęło półtora roku! Jeszcze parę dni na doklarowanie i przyszykowanie do dziewiczego rejsu. I Brygaśka wypływa na Kisajno. Ponad 40 lat temu, a jakby przed chwilą ...

Pierwszą zimę Brygasia spędza w LOK-u (Giżycko). Wczesną wiosną powstaje dębowa galeryjka wokół pokładu, nawis i podest rufowy nad wodą, gdzie będzie zawieszony silnik. W roku 1982 szyjemy część żagli z dakronu i przybywa trzecia reja na fokmaszcie, pływamy też z bocznymi mieczami. W następnym roku wymieniamy balast i instalujemy centralne miecze. W tych latach Brygaśka zimowała w Giżycku, Sztynorcie i w Rynie do 1994 r.

Uroda" BIEGNĄCEJ" została doceniona przez YKP Bielsko - Biała. Do tego stopnia, że zapragnęli mieć taką samą! Jesienią 1980 z pracowni lubelskiego YKP-u wysunął się bliźniaczo podobny, choć o pół metra dłuższy kadłub i pojechał do Bielska - Białej by tam przeistoczyć się w piękną "SMUGĘ CIENIA". Młodsza siostra "BIEGNĄCEJ" przez kilka lat była najdłuższą łódką na Mazurach, ale do czasu.

W roku 1990 brygantyna wymagała remontu i jesienią wróciła do Lublina. Czasy nie najlepsze dla takiego przedsięwzięcia, ale nie ma wyjścia. Wymieniamy pokład, wnętrze nabiera blasku, usprawniamy wewnętrzną komunikację, szyjemy nowe materace, żagle rejowe, przezbrajamy maszty. Rufa nabiera pięknych kształtów zachowując dawny walor dostępu do wody. Kadłub staje się o ponad 1 metr dłuższy. Koniec remontu zbiega się z 25 rocznicą powstania Klubu. 2 czerwca '94 wodujemy Brygantynę na Zalewie Zemborzyckim. Przez blisko miesiąc organizujemy przejażdżki dla Lublinian. Pod koniec czerwca, jedziemy znowu nad Wielką Wodę, tym razem samochodem. Trasę wytyczył Zarząd Dróg Publicznych, co nie miało jednak większego znaczenia. W Warszawie mosty i linie tramwajowe są za niskie. Za Łomżą drzewa rosną "niżej", w rezultacie mamy połamaną galeryjkę, powyginane nagielbanki, zerwane ławy burtowe. Ogólny dramat! Ktoś donosi policji, że jeździmy lewą stroną. Pościg! Do Giżycka docieramy po 16 godzinach jazdy wyglądając jak zamaskowany wóz bojowy. Basen Węglowy, dźwig i znowu na wodzie. Teraz trzeba znaleźć miejsce by móc wyleczyć rany. Po wielu rozmowach rzucamy cumy w " Dalbie". Wszystkie graty na brzeg, i zaczynamy jeszcze jeden REMONT.

W niedzielę o 5-ej z minutami budzi nas bosman krzycząc: : Pali się... Zdążyliśmy ugasić: połówki 3 rei, 3 połowy żagli rejowych, połowę gafla i bomu, i lik wolny grota. Oszacowane wstępnie straty to trzydzieści kilka milionów starych złotych. Na kei kilkanaście osób, czekających na rejs...A wszystko to za sprawą jednego młodego mieszkańca Giżycka. Potem jeszcze dojdą straty wynikające z rezygnacji ludzi z rejsów na wieść o "spaleniu" Brygantyny. Żagle odtwarzał Pan Wołowicz. Dzięki zbiórce ogłoszonej w czasie trwania MPJK kupiliśmy trochę bloków i lin. Wypłynęliśmy z "Dalby" dopiero po MIESIĄCU.

Od 1995 zimujemy w PIASKACH. Do tej pory, był to najlepszy i najbardziej życzliwy port ze świetną ekipą obsługi i szefem Wojtkiem Grabarczykiem.

Od 1999 roku żagle dla nas szyje Sail Service. Mniej więcej co pięć lat wymieniamy praktycznie cały komplet. 2001 nowe reje, naprawa grotmasztu i bukszprytu. 2007 silnik stacjonarny YANMAR 40 KM. 2010 nowy fokmaszt. 2015 solidna odnowa galeryjek. 2016 nowy bom, gafel i grotmaszt. 2017 przebudowa skegu i montaż nowego wału silnika, rejka do topsla, no i całkiem świeżutki ciut większy 140 metrowy zestaw żagli.

"BIEGNĄCA PO FALACH" bierze udział w imprezach mazurskich m.in. Zlotach OLD TIMER'ów, swego czasu w Mikołajkach i Rynie a od kilku lat w Giżycku ( lipiec "ECO MARINA", sierpień "STRANDA"). Ścigaliśmy się i zdobywaliśmy laury w regatach firmowych, z pływającą jeszcze wówczas "SMUGĄ CIENIA" (która od kilku lat niestety, ponownie stoi na brzegu). A od 2005 naszym najlepszym "wrogiem" w klasie Maxi jest "PŁYNĄCY OBŁOK".

Każdego roku przez 3-4 tygodnie kwietnia BRYGAŚKA jest przygotowywana do sezonu, problem sprawia brak dachu nad łódką, czyli zbyt duże uzależnienie od aury. Ale mimo drobnych trudności mamy nadzieję, że będzie pływała jeszcze długie lata.