Polish Croatian Czech Danish English French German Norwegian Russian Spanish

Sponsoring

Wizyty na stronie

Dzisiaj24
Wczoraj50
Od poniedziałku381
W miesiącu1202
Wszystkie (od 01.03.2009r.)254756
Stopy wody dla: Gerarda, Hermana, Mirosława
Zapraszamy wszystkich na PIKNIK ŻEGLARSKI Drukuj
Wpisany przez wojtek   
sobota, 25 kwietnia 2009 21:59
Dnia 16 maja 2009 roku Yacht Klub Polski Lublin organizuje nad Zalewem Zemborzyckim Piknik Żeglarski dla mieszkańców Lublina.
Impreza będzie się toczyć jednocześnie na wodzie jak i na lądzie. Od rana na wodach Zalewu Zemborzyckiego będą rozgrywane regaty o Puchar Yacht Klubu Polski Lublin.
 
Drukuj Napisz e-mail

Sezon 2016

Zapraszamy młodzież (15-25 lat) i tych bardziej doświadczonych dorosłych, do udziału w bardzo ciekawym rejsie połączonym z The Tall Ships Races.
Termin: 8 - 24 lipca
Trasa:Antewrpia - Lizbona, jest to najdłuższy i niajciekawszy etap tegorocznych regat.

Czeka nas wspaniała przygoda na Atlantyku (i w portach;) w doborowym towarzystwie pięknych żaglowców.

Tall Shipy" to doroczne regaty żaglowców, których organizacją zajmuje się Sail Training International. Ideą zlotu jest „sail training", czyli edukacja i wychowanie młodych ludzi pod żaglami. To dlatego zgodnie z przepisami STI połowę załogi na każdej jednostce musi stanowić młodzież od 15 do 25 roku życia.
Oprócz nagród za zwycięstwo w regatach są także nagrody specjalne dla najbardziej przyjaznych załóg. Nagroda główna, przyznawana przez kapitanów jednostek uczestniczących w regatach, przypada za „tworzenie klimatu międzynarodowej przyjaźni". Nic dziwnego, że taka idea otwiera kolejne miasta na brać żeglarską, a sportowe zmagania, marynarskie gry i zabawy, biesiady w pubach i na ulicach – wciągają także mieszkańców i turystów, którzy specjalnie przyjeżdżają na zloty. To wyjątkowa okazja do poznania tradycji i klimatu życia na dawnych i współcześnie budowanych żaglowcach, które przeżywają swój renesans. „Poczuć wiatr w żaglach" można również śpiewając szanty, słuchając „morskich opowieści", czy oglądając parady żaglowców żegnających gościnne porty.

Cena rejsu 1900 zł + 200 euro. Zawiera wyżywienie, paliwo, opłatę za wpisowe do regat, porty, gaz, pomoce nawigacyjne, ubezpieczenie jachtu.

Zainteresowanych prosimy o kontakt: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

 

 

 Sezon 2015

UWAGA - REJS ISLANDIA

1. 08.02 - 22.02 Rejs Malaga-Gibraltar-Maroko-Kanary; Rejs przez Gibralatar to prawdziwagrataka dla każdego żeglarza,, pózniej egzotyczne Maroko i zakończenie rejsu na Kanarach. Po drodze szkolenie, w szczególności na wyższe stopnie żeglarskie (m.in przekraczanie ruty, porty pływowe, naigacja na pływach itp.)

2. 22.02 - 08.03 Rejs Kanary; Na rejsie oprócz wypoczynku,opalania i zwiedzania, zdobywamy także nowe doświadczenia i godziny do wyższych stopni żeglarskich. Każdemu według potrzeb! Podstawy nawigacji, obsługi radia, procedur portowych, i naturalnie prowadzenie morskiej jednostki...

3. 16.07 - 03.08 Rejs Islandia; Zaczynamy w Rejkjaviku kikludniową wycieczką po Islandii, a później przez wyspy Owcze i Sztelandy płyniemy do norweskiego Alesundu. Płyniemy lubelskim jachtem S/Y Roztocze.

 

Zaintereswoanych prosimy o kontakt: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. , lub tel. 663 933 266 , 661 197 1

 

 

 

 Sezon 2014

1. Rejs na żaglowcu STS "Kapitan Borchardt"7-14 luty Barcelona-Baleary-Barcelona. Załoga jest zakwaterowana w ogrzewanych 2 lub 3 osobowych kabinach (każda z WC i prysznicem), a nad całością rejsu czuwa kapitan, kuk, mechanik i bosman będący na stałe na żaglowcu. Oczywiście wszyscy bierzemy czynny udział w życiu na statku. Normalnie odbywają się wachty nawigacyjne i gospodarcze. Cena rejsu all inclusive 1550 zł(w przypadku liczniejszej grupy może ulec zmianie).Cena nie zwiera podróży na i z rejsu, samolot w obie strony ok.600 zł.

2. Rejs pływowy na S/Y Roztocze 21.06 - 03.07. Rejs rozpoczynamy w Sandefjord (Norwegia), gdzie bez problemu dolecimy samolotem zarówno z Lublina jak i Warszawy czy innych miast w Polsce, a kończymy w Harlingen (Holandia)-samolot, pociąg. Całość rejsu odbędzie się na wodach pływowych, co daje ogromną możliwość zapoznania się z trudami prowadzenia nawigacji, tam gdzie mamy do czynienia z wysoką i niską wodą oraz prądami. Rejs w szczególności polecamy osobom, pragnącym rozwijać się żeglarsko.
Planujemy odwiedzić min. Esbjerg i uroczą wyspę Helgoland. Dodatkową atrakcją rejsu jest zawinięcie do portu gdzie rozpoczynają się regaty The Tall Ship Races, będzie więc możliwość podziwiania żaglowców przybyłych na zlot.
Cena rejsu 1900 zł. W cenie rejsu zakwaterowanie, wyżywienie, paliwo, porty, pomoce nawigacyjne, ubezpieczenie jachtu, no i przelot Pana Kapitana, oczywiście chodzi o transport. Cena nie zwiera podróży na i z rejsu, samolot w obie strony ok.600 zł.

3. Regaty The Tall Ship Races

4. Rejs Sycylia - Sardynia -Baleary-Malaga22.10 - 11.11

Zainteresowanych prosimy o kontakt mailowy lub telefoniczny.

e-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. tel.663 933 266 lub 661 197 163.

 

 

 

 

 

SEZON 2013

ZAPRASZAMY NA JESIENNE ŻEGLOWANIE:)

 1. Rejs po ciepłych wodach Adriatyku w dniach 21-28 września. Jachty czarterujemy w środkowej Dalmacji, wyjazd z Lublina 20 września. Koszt rejsu 1970 zł, cena zawiera transport w obie strony, czarter, żarcie, porty, paliwo. Rejs ma charakter przyjacielsko-turystyczny, ale można również w miłej atmosferze wiele się nauczyć.

 2. Rejs na żaglowcu s/v Kapitan Borchardt. Na żaglowcu są 2 i 3 osobowe kabiny, w każdej kabinie prysznic, toaleta i ogrzewanie. O wyżywienie dba stały kuk i z pomocą wachty kambuzowej przygotowuje posiłki.
a) 5-12 października, trasa Cherbourg (Francja) A Coruña (Hiszpania). Koszt rejsu 1800 zł, cena zwiera czarter, żarcie, paliwo, porty i transport do Cherbourga (powrót z Hiszpanii samolotem ok.600 zł, cena dzisiejsza)
b) 5-19 października, trasa Cherbourg (Francja) - Lizbona (Portugalia). Koszt rejsu 2700 zł,cena zwiera czarter, żarcie, paliwo, porty i transport do Cherbourga (powrót z Lizbony samolotem ok.600 zł, cena dzisiejsza).

 

 

 

Więcej informacji można uzyskać kontaktując sie z nami mailowo lub pod nr tel. Wojtek 663933266, Magda 661197163.

 

 

 

Serdecznie zapraszamy do wzięcia udziału w jesiennej przygodzie:)

 

 18 maja-04 czerwca 2013 Wenecja, Słowenia, Chorwacja. Rejs będzie podzielony na dwa etapy, można wybrać jeden etap lub dwa. Atutami rejsu jest ciekawy i ciepły o tej porze roku region, łatwość dojazdu (ew.lotu), udokumentowany staż morski oraz cena.

 5-19 lipca 2013 The Tall Ships na S/Y Roztocze. Udział w regatach praktycznie przez cały Bałtyk na trasie Aarhus-Helsinki.Zapraszamy szczególnie młodzież do 25 roku życia.

sierpień 2013 stażowo - turystyczny rejs po Bałtyku :) dla wszystkich szukających wytchnienia i przygody na morzu

wrzesień 2013 zakończenie sezonu na ciepłych wodach Morza Śródziemnego

 

2012

14-24 marca 2012 Civitavecchia- Barcelona. Rejs na żaglowcu S/Y Kapitan Borchard.

5-19 maja 2012 Sardynia-Korsyka. Dla tych wszystkich, którym znudziło się pływanie po Chorwacji, wyspach greckich i hiszpańskich. Jeden rejs dwa państwa i śródziemnomorski świat w czystej postaci. Najpiękniejsze piaszczyste plaże Europy, malownicze klify i szmaragdowa woda. Czyli raj na Ziemi :)

14-28 lipca 2012 rejs Bergen-Glasgow.Płyniemy poogladać norweskie lodowce, a następie pozwiedzać Szetlandy, Orkady i Hybrydy. Dziewicza przyroda i kawałek "prawdziwego morza" na wspaniałym oceanicznych jachcie s/y Roztocze.

 

22-29 września 2012 rejs Chorwacja. Zakończenie sezonu nawigacyjneg na ciepłych, znajomych wodach :) Typowy rejs rekreacyjny po archipelagu Dalmacji. Zwiedzanie zatok i zatoczek,a także urokliwych miasteczek i knajpek z wyśmienitym chorwacim żarełkiem :)

 

 

 

SEZON 2011

07.05- 14.05- 2011  rejs  na Wyspy Liparyjskie i Sycylię  gdzie pohalsujemy troszkę między  wulkanami,  jachcikami ze stajni Beneteau -Oceanis 43.

Wyspy Liparyjskie (Eolskie), leżą na Morzu Śródziemnym a dokładnie w jego części zwanej Morzem Tyrreńskim na północ od Sycylii i są pochodzenia wulkanicznego. Nazwę wzięły od imienia greckiego boga Eola, władcy wiatrów, które więził w jednej z licznych jaskiń na wyspach. Według Homera, kiedy przypłynął tutaj Odyseusz, otrzymał worek z wiatrami.
  Włoski archipelag składa się z następujących wysp: Alicudi, Filicudi, Lipari, Panarea, Salina, Stromboli, Vulcano. Największą z siedmiu wysp jest Lipari. Najwyżej położonym miejscem archipelagu jest Monte Fossa delle Felci na wyspie Salina, 960 m ponad poziomem morza, zaraz po nim jest Stromboli (924 n.p.m). Szykuje się, więc przygoda z wulkanami.

14 lipca 2011 lecimy do Lizbony przez dwa dni oglądamy miasto, zwiedzamy muzea, itp. Oczywiście co kto chce,  (obowiązuje jeszcze przed pokładowa demokracja). 16 zaczynamy rejsik, zaliczamy co napotkamy po drodze na portugalskich brzegach, szczególnie porty, wciskamy się w cieśninę gibraltarską aż do Maroka . W śródziemnomorskiej toni mamy nadzieję dojrzeć stada wielorybów, delfinów, żółwi i wszelakiego rodzaju morskiego stworzenia.  Po zwiedzeniu Casablanki halsujemy w stronę Hiszpanii  gdzie 30 lipca jak Neptun pozwoli zakończymy  nasz rejsik w Maladze.  A pierwszego sierpnia  już z pokładu samolotu będziemy oglądali łąki, pola, miasta, szczyty gór i chmur... w drodze do domu.

 

Pod  koniec września znowu popłyniemy na Wyspy Liparyjskie, żeby zobaczyć to czego w maju  nam się nie udało.

 

 

 

 

 

Sezon 2010
Od Akropolu sześć i pół kilometra w linii prostej jest marina Kalamaki gdzie 30 kwietnia 2010 ładujemy swoje wory do przepastnych brzuchów naszych łajb. Krótki rekonesans "na mieście" i raniutko w sobotę wypływamy. W drodze kompromisu ustaliliśmy, że pływać będziemy dziesięć dni.
Wylot z Wawy 29 kwietnia.

Choć nowy sezon tuż tuż, a z jego nadejściem kolejne żeglarskie wyprawy, my jeszcze żyjemy zeszłorocznymi wspomnieniami z morskich podbojów.  Jednym z rejsów, który na długo zapadnie w naszej pamięci była wyprawa do Norwegii. Jak to zwykle bywa, każdy członek załogi ma swoją historię i możnaby zamieścić  10 różnych opowieści z trasy Liland – Trondheim, którą pokonaliśmy w sierpniu 2010 roku. Te wspomnienia, choć już zniekształcone upływem czasu i osobistymi przeżyciami, próbujemy skonsolidować w zapewne powierzchownej i niekoniecznie obiektywnej relacji z pływania wśród fiordów, lodowców, orek i wielorybów.

alt

Załoga s/y Roztocze przed zaokrętowaniem

4 sierpnia s/y Roztocze przywitało nas na dalekiej północy w norweskim Liland. Miejscowość ta urzekła nas nie tylko nazwą ale i bajecznym krajobrazem, a w szególności zielonymi zboczami gór skąpanymi w porannym blasku słońca i srebrzystą wodą, w której odbijały się imponujące stoki. Choć chciałoby się zostać tam dłużej, po sprawnym zaokrętowaniu opuściliśmy Liland i wczesnym popołudniem dopłynęliśmy do Narviku, gdzie spędziliśmy pierwszą białą noc. Urbanistyczny krajobraz Narviku już tak nie zachwycał, choć to tam po raz pierwszy mogliśmy zobaczyć, jak to powiedział Ochmik, jak słońce pięknie, lecz bezskutecznie usiłowało zajść.

alt

Narvik o północy

Z Narviku ruszyliśmy na Lofoty i tam nordycki wszechświat zaczarował nas na tyle, że żeglarstwo ustąpiło górskim wędrówkom i rybołóstwu, a przede wszystkim rybożerstwu. Zatrzymaliśmy się w zatoce Trollfjord, gdzie olbrzymie dorsze niemal same wskakiwały nam na patelnię, a gdy już przejedliśmy się wszelkimi stworami wyjętymi z dna lodowatych mórz norweskich ruszyliśmy na podbój masywnych gór, z których roztaczał się niewyobrażalny widok na nagie skały, zalesione zbocza, rwące potoki i polodowcowe jeziora.

alt

S/y Roztocze w zatoce Trollfjord

alt

Dorszołowcy :)

Po kilku słonecznych nocach upał jakby zelżał i 4 dnia przywitały nas ciężkie chmury, niemal opierające się na stromych zboczach gór. W takiej atmosferze z żalem szykowaliśmy się do wypłynięcia z Trollfjordu, który przybrał wygląd Tolkienowskich krajobrazów, i to tych najbardziej zatrważających. Uznaliśmy więc, że opuszczanie Trollfiordu jest jak ucieczka z Mordoru, gdzie gęste chmury schodzące do morza przysłaniają drogę wyjścia tak, jakby wabiły nas z powrotem w swe mroczne objęcia. I rzeczywiście tak było, zanim opuściliśmy zatokę na dobre, musieliśmy tam spędzić jeszcze parę godzin aby wymienić przekładnię sterową.

alt

Mordor :)

Po wypłynięciu z Trollfjordu dobililiśmy do cywilizacji, choć w przypadku Norwegii cywilizacja nie zachwyca. W Svolvaer, stolicy Lofotów, spędziliśmy niecałą dobę oddając się wszelkim uciechom portowym. Można tam było skosztować wieloryba, skorzystać z (marnego!) zaplecza sanitarnego, a także zakupić różnej maści suweniry nawiązujące do głównych symboli nordyckiej mitologii.

alt

Żegnaj Svolvaer!

Potem był Vaeroy, złowieszczo wyglądająca  wyspa, na której pożegnaliśmy Lofoty, koło arktyczne i białe noce, a następnie Bodo, gdzie zgarnęliśmy jeszcze 1 załoganta i uzupełniliśmy zapasy pieczywa na kolejne kilka dni. W końcu, jakby żądni większych wrażeń udaliśmy się cieśniny Saltstraumen, gdzie mieliśmy zobaczyć słynne wiry. Nieopatrznie jednak, zamiast obserwować, znaleźliśmy się w roli czynnego uczestnika walki z najsilniejszym na świecie prądem morskim, osiagającym prędkość do 20 węzłów. I tak szalejąca woda porwała Roztocze, którego załoganci w trwodze wizualizowali, jeśli nie koniec swojego żywota, to na pewno rychłe roztrzaskanie owego jachtu, tym bardziej, że silnik wobec potęgi natury okazał się bezużyteczny. Na szczęście jednak bogowie prądów morskich ukarali naszą nierostożność jedynie dotkliwym strachem i po wielu próbach i przeczekaniu kulminacyjnego pływu udało nam się stamtąd wydostać.

alt

Biała noc na Lofotach

Nie sposób opisać wszystkich miejsc i wydarzeń z tego resju, jednak jeszcze kilka z pewnością zasługuje na uwagę. Po pierwsze wyspa Krokholmen, która wyglądała jakby życie na niej zamarło kilkadziesiąt lat temu. Gdy tylko do niej dobilismy naszym oczom ukazały się olbrzymie, spróchniałe suszarnie dorszy i malownicze mostki rozciągające się nad przejrzystymi minijeziorkami. Niektórym szczęście dopisało na tyle, że ich krótka wyprawa poszukiwawczo-odkrywcza nie tak wcale wgłąb wyspy przyniosła okazję na spróbowanie swoich sił w łucznictwie.

alt

Krokholmen

Po drugie, i chyba najważniejsze, LODOWIEC! Ponieważ każdy opis księżycowego krajobrazu lodowca Svartisen byłby niewystarczający, odsyłam do zdjęć. Warto jedynie zaznaczyć, że ta olbrzymia skorupa lodowa zmienia kolory w zależności od nasłonecznienia – my mieliśmy okazję zobaczyć Svartisen w śnieżnobiałej, srebrzystej i błękitnocyjanowej odsłonie.

alt

Svartisen

alt

Pan i Władca na Krańcu Lodowca :)

16 dniowy rejs po morzu norweskim obfitował w przeróżne warunki pogodowe, choć przeważały słoneczne, ciepłe i umiarkowanie wietrzne dni. Pływaliśmy zarówno w mlecznobiałej mgle jak i przy żwawym wichrze. Kapryśne morze zafundowało nam dwie dziewiątki, choć tak niepozorne, że Maćka zaniżała wpisy w dzienniku pokładowym bo nie chciała wierzyć, że wieje 9B :) Mieliśmy rówineż okazję poczuć powiew wschodniego Atlantyku, gdzie Luigi dziarsko dzierżył ster mimo ewidentnego nirgejlu!

alt

Sztil na Lofotach

alt

Blisssster!

alt

Luigi, Kuci i fala atlantycka

W krainie wikingow, trolli i łososi fascynowało wszystko. Białe noce na Lofotach, baśniowe krajobrazy, orki wynurzające się spomiędzy fal, obfitość ryb, frywolne chmury które pozwalają sobie zawisnąć na niemal każdej wysokosci, potężne lodowce otoczone księżycowym krajobrazem, no i wszechobecne fiordy.

Ponadto na tym rejsie każdy znalazł coś dla siebie – Luigi zauroczył się się falą atlantycką, Maćka z lubością strzelała z łuku, Ochmik spektakularnie latał kliwrze, Captain rzucił wyzwanie wirom, Kucek został tropicielem północnych mew, Julka władała życiem dorszy, Juek odważył się na kąpiel w lodowcowym jeziorze, a Gośka zaskoczyła wszystkich zamiłowaniem do grogu, którym na lądzie gardziła pokazujac, że na morzu niemożliwe staje się możliwe. Niestety po koledze Malinim słuch od tamtej pory zaginął, pojawił się natomiast Trollini, który przybrał postać trzeciego oficera. No i Telefoniczny, który nie bez powodu zwie się Telefonicznym, godzinami okupował nasz jachtowy telefon twierdząc, że jest to jego ulubione urządzenie nawigacyjne :)
Choć ciężko postrzegać nasz rejs przez pryzmat rzeczywistości, warto podzielić się jeszcze kilkoma praktycznymi wskazówkami odnośnie żeglugi w Norwegii. Ceny portów wahają się od 25 NOK do kilkuset NOK (np. w Svolvear za dobę cumowania skasowali nas 400 NOK). Średnio za cumowanie płaciliśmy 50 NOK. Często w portach nie ma żywej duszy i opłaty dokonuje się w systemie skrzynkowo-kopertowym :) a mianowicie przy kejach znajdują się dwie skrzynki; jedna z kopertami na których należy zapisać nazwę jachtu i ewentualnie liczebność załogi i druga, gdzie wkłada się podpisaną kopertę wraz z należną kwotą. Średnia cena prysznica /os to 10 NOK. Jeśli chodzi o zakupy, warto szukać tanich hipermaketów bo ceny żywnosci porażają. Nasza załoga zazwyczaj zaopatrywała się w markecie Rema 1000, ale są też inne tego typu (czyt. z przyzwoitymi cenami) takie jak Kiwi czy Rimi. Warto wiedzieć, że jeśli chce się dostać tani chleb (5 NOK) to trzeba wybrać się do Remy rano, bo po południu zostaje tylko ten droższy i wcale nie lepszy (od 20 NOK w górę). Za to taniej można kupić markową odzież, w tym tą dla żeglarzy. Ceny paliwa nie przerażają, choć zadziwia fakt, że Norwegia będąc tak potężnym producentem ropy liczy sobie ponad 13 NOK / l. My kupowaliśmy paliwo od rybaków płacąc ok 8 NOK /l.
Czytelniku tych wspomnień, oglądałeś film lub czytałeś książkę pod tytułem "Opowieści z Narni"? Jeżeli nie, a brałeś udział w rejsie do Dubrovnika (25.09-02.10.2010), to powiem Ci, że możesz darować sobie książkę czy film, bo byłeś sam w krainie magii. Główni bohaterowie wspomnianej książki przechodzili do innej rzeczywistości przez tajemniczą, starą szafę. My, ciasnym, niezbyt wygodnym autobusem, swoistą szafą, przenieśliśmy się z nudnej codzienności do kraju gór i zatok. Do kraju gdzie są dwa nieba – jedno, to gwiaździste, gdzie obłoki prują nieboskłon, a drugie, to nieposkromione, pod naszym jachtem – lazurowe morze. Trzeba jednak przyznać, że na początku za wesoło to nie było, gdyż port w Kaszteli przywitał nas rzęsistym deszczem. Lecz wszyscy, bojowo nastawieni po nudnej podróży, ubrali się w sztormiaki i niewzruszonym wyładunkiem bagaży rzucili rękawicę pogodzie i samemu władcy mórz. Dlatego przez dwa pierwsze dni żeglugi niemalże walczyliśmy o przetrwanie (brawa dla załogi Naomi za odwagę i podjęcie próby postawienia grota w wietrze o sile ok. 6-7 stopni w skali Beauforta. Na pohybel żywiołowi! A co!). Załoga Leony też nie próżnowała. Trzeba tu wspomnieć o heroiczności sternika (znanemu poniekąd z łabędziego tańca), który nie puścił steru nawet gdy jacht nabierał wody lewą burtą (dłonie na kole sterowym, podczas gdy reszta ciała poturbowana na zanurzającej się burcie). Nikt nie dał za wygraną, a co niektórzy z ułańską fantazją wchodzili pod pokład, aby gotować obiad! Po jakimś czasie wytaczali się, robiąc dobrą minę do złej gry i  nie mięli już wcale zapału szwoleżerów. Wkrótce Posejdon docenił naszą wolę walki, odwagę i zawarł z nami pokój, a na dowód tego obdarował nas paroma pięknymi zachodami słońca (Poznał ducha Słowian z Północy, ducha wzburzonego, gwałtownego i nieobliczalnego jak morza i oceany).
Lecz nie tylko majestatyczne morze i góry nas napawały zachwytem, ale też piękna architektura miast. Największe wrażenie na mnie wywarły dwa miasta: Korczula i docelowy Dubrovnik. Pierwsze z nich powitało nas w nocy dumnymi, oświetlonymi wieżami i górującym nad miastem pięknym kościołem. Gdy dobiliśmy do miejskiej kei, wyszliśmy wszyscy radośnie na stały, przewidywalny ląd. I wtedy właśnie poszliśmy zwiedzić średniowieczne miasto. Co tu dużo mówić... byliśmy zachwyceni! Myślę, że zdjęcia z owej nocnej wycieczki zastąpią słowa, których nie umiem znaleźć do opisania magicznych, wąskich uliczek. Widzieliśmy tam też dom legendarnego żeglarza Marco Polo. I wcale nie był z widokiem na morze, raczej osadzony w centrum, gdzieś w bocznej uliczce, niczym nie wyróżniającej się od innych. I wtedy właśnie wszystkim znany, sympatyczny i pogodny Jurek zniszczył romantyczny obraz dzielnego podróżnika. Podobno Marco Polo był zwykłym chłystkiem, który lubił sobie popić i wszczynać burdy w mieście. Wiele razy zamykany przez awantury w miejskich lochach spotykał tam prawdziwych morskich rozbójników, którzy opowiadali mu swoje przygody i przeróżne mroczne legendy. Sprytny awanturnik spisał owe opowieści i tak zaczęła się legenda człowieka, opiewana w szantach, człowieka, który nigdy nie ruszył się z rodzinnego miasta. Lecz pamiętam słowa Marco Polo, przeczytane gdzieś na wystawie w Korczuli: „Mówię wam pół prawdy bo w całą i tak byście nie uwierzyli” i wierzę, że ten znany żeglarz naprawdę musiał GDZIEŚ być i COŚ widzieć. Nie dowiemy się nigdy wszystkich tajemnic, które może są tak okropne i niepojęte, że Polo zdecydował ich nie wyjawiać do końca. Paradoksalnie racjonalistyczna opowieść Jurka osnuła postać podróżnika z Korczuli jeszcze głębszą tajemnicą.
Płynąc wśród licznych wysepek, które w swym kształcie przypominały zastygnięte wielkie łzy, dotarliśmy do Dubrovnika. Warowne miasto, zbudowane na skale, które od wieków przeciwstawia się morzu. Mogliśmy podziwiać grzmot rozbryzgujących się fal i patrzeć na tą kipiel, która już od wieków oblega niezdobyty nigdy gród. Spacerując po murach oglądaliśmy też przepiękne stare miasto, czerwone dachy, na których czasami można było zobaczyć wygrzewające się koty. Równie malownicze budowle opisywał chyba tylko Tolkien we Władcy Pierścieni. I znów brakuje mi słów, które nadawałyby się na oddanie piękna i zachwytu, dlatego po raz drugi odsyłam do zdjęć. Aż dziw bierze, że coś tak monumentalnego, a zarazem pięknego, może zbudować człowiek. Nie da się bez żalu opuścić Dubrovnika. Trzeba by było zawiązać oczy przepaskami, żeby nie ulec pięknu miasta – chorwackiej syrenie, która nie czaruje śpiewem jak syreny w Odysei, lecz architekturą.
Teraz przytoczę parę zapisków z dziennika pokładowego szalonych śmiałków, którzy po pierwsze – splunęli w twarz codzienności, po drugie – rzucili się w morskie fale na swoich żaglowcach, czyli po prostu dobrze się bawili:
28.IX.2010. Znienacka, podczas pertraktacji z III wachtą o tym, jak bardzo smaczna ma być kolacja, z przyjemnego letargu wyrwał nas krzyk I oficera Ani vel Stiur: „Delfin!” Nasza waleczna załoga z odwagą wielorybników chwyciła swoje ostre i niebezpieczne, jak flesz lampy, harpuny i obrzuciła bestyje. Walka była zawzięta. Po zgiełku bitewnym (zapewne podobnym do tego, jaki towarzyszył niedoszłym pogromcom Moby Dick’a) dostrzegliśmy, że nikt z nas nie trafił. Między górami, po wodach Adriatyku ciągnął się tylko żałosny głos „pstryk, pstryk” chybionych harpunów.
29.IX.2010. Ze względnego spokoju wyrwał nas śmiały zwrot okrętu Noami. Rzucili nam wyzwanie. Zaczął się wyścig dwóch bardzo podobnych jachtów, który postawił dwie załogi na równe nogi. Wszyscy byli w gotowości. Sternicy myśleli tylko, jak tu przechytrzyć rywala, jak wykorzystać słabe strony żaglowca przeciwników, a załoga w skupieniu czekała na rozkazy. Spojrzenia, w których wymalowana była zaciętość i duch walki, zastąpiły kule armatnie, a prochem były emocje, które coraz wybuchały (oczywiście pozytywnie) niosąc nasz wzrok zawsze w stronę przeciwnej załogi. Kawałek muzyczny z ,niegdyś nadawanego w telewizji, magazynu Morze („Victory! We fight to win” – tak brzmi początek refrenu) najlepiej by oddał tę chwilę, gdy dwie Salony stanęły do regat. Nikt nie zginął. Wszyscy zwyciężyliśmy.
30.IX.2010. Król Artur szukał Graala, Kolumb szukał najkrótszej drogi do Indii, a Indiana Jones Zaginionej Arki. My, na wodach Adriatyku, już od kilku dobrych dni, poszukujemy wolności i nieśmiertelności! Wolność czujemy w słonej, morskiej wodzie, w żaglach, gdzie uwięziony wiatr wyje nad swoją niedolą. Tak jest na tym świecie – wolność jednych okupiona jest niewolą drugich. A nieśmiertelność? Dzisiaj rano odnaleźliśmy w chorwackich piwnicznych jaskiniach liczne źródełka wiecznej młodości. Było to w miejscowości Lumbarda. Źródła, pożądane przez wszystkich żeglarzy, były we władaniu dwóch tubylców. Tym razem nasza dzielna załoga nie wdawała się w awanturę. Bo czy można wygrać potyczkę z ludźmi, którzy znają tajniki pędzenia eliksiru nieśmiertelności? To na pewno mityczni półbogowie, herosi albo dezerterzy z orszaku Dionizosa. Podjęliśmy negocjacje i udało się nam ten bezcenny dla nas, rubinowy trunek kupić za kilkanaście kun. Nasz podczaszy (IV oficer) trochę narzekał, że za mało bierzemy tego eliksiru, ale nie chcieliśmy denerwować łaskawych gospodarzy. Stanęło na tym, iż kupiliśmy kilka butelek żywej wody w różnych kolorach. Przy degustowaniu naszej nieśmiertelności słuchaliśmy opowieści o tutejszych tradycjach, np.: o tym, jak konającemu człowiekowi nawilża się usta owym nieśmiertelnym trunkiem, i jak wtedy, na pokrzywionej od bólu twarzy śmiertelnika, gości mistyczny uśmiech. Wszystkie zmarszczki znikają, a nieśmiertelność staje się faktem. Z radosnymi sercami, pokrzepionymi wiecznością, wróciliśmy na jacht. Gdy piszę te słowa mój puchar wina właśnie się kończy. Wino się kończy, a „saecula saeculorum” szumi w głowie. Płyniemy dalej, bo co nam zostaje? Płynąć, płynąć, płynąć... .
01.X.2010. I dopłynęliśmy. Na pogrzebach dużo się nie mówi, tylko płacze. My, tutaj, u kresu podróży, nie rozmawiamy o końcu, który nastał. Ale i nie płaczemy, bo wrócimy tutaj, bo staniemy znów razem na burtach, gotowi do ostrzału z aparatów fotograficznych, bo wiele jeszcze niezdobytych zabytków, bo wiele jeszcze wina do przelania i fal morskich przewalających się przez pokład, bo zew morza wzywać nas będzie w dzień i w noc. W codziennych zajęciach i w śnie. To tutaj staliśmy się wolni. A raczej odzyskaliśmy tę wolność utraconą gdzieś tam, w domach, wśród ludzi i szarej rzeczywistości. Pogromcy fal? Pasterze żagli? Ocaleni ze statku jonaszowego? Nie. Po prostu ludzie niezależni. Poszukiwacze przygód...
I tu urywają się zapiski z dziennika, ale pustych kartek jeszcze wiele – tak wiele jak niezbadanych przez nas mórz i oceanów. Porównałem wcześniej chorwackie miasta, te wtulone w góry i odbijające się nocą w gładkiej tafli morza, do fantastycznych miejsc, które opisywał Tolkien. Zakończyć wspomnienia chcę też z tolkienowskim akcentem, przytaczając fragment jego książki:
Tutaj u kresu mej podróży,
Spoczywam pogrążony w mroku
Z dala od wież dumnych i dużych,
Z dala od gór wysokich;
Tam nad cieniami słońca blask
I gwiazd tam milion lśni:
Lecz ja nie żegnam światła gwiazd,
Ani słonecznych dni.

 

 

 

Sezon 2009

W tym roku robimy kilka rejsów, np. Chorwacja, na początku maja 02 - 09 (jeden tydzień) - 1800 PLN ze wszystkim (oprócz wydatków własnych rzecz jasna). Wspaniałe widoki, ciepła woda, urokliwe zatoczki, śródziemnomorska architektura, małe i duże knajpki w zależności od upodobań. Langusty, homary, kalmary, lignie na żaru, rekiny w sosie musztardowym lub zwykłe ościste paskudne rybska wszystko to przelewane winem lub tambylczą rakiją.
Rejs tzw. warzywniczo-rozpłodowy o charakterze, mimo wszystko, żeglarskim. Więcej byczenia niż faktycznej ciężkiej morskiej roboty, chociaż....kto wie.....

Plan jest taki, jak wyjdzie zobaczymy: wyjazd w piątek 1-maja, w sobotę zaokrętowanie w porcie Pula.
W zależności od zmęczenia i pory zostajemy lub wypływamy. Płyniemy na północ i stajemy na noc albo w Rovinj albo w Porec.
Nazajutrz, a najlepiej "bardzo w nocy" spróbujemy strawersować Adriatyk w kierunku Laguny Weneckiej, (co nam zajmie kilkanaście godzin na pewno) i odwiedzanie tego co tam z wody wystaje. W zależności jak nam się będzie podobało i co nam prognozy pogody powiedzą, porozglądamy się trochę a potem przeskoczymy ponownie, żeby wylądować na piątkowy wieczór lub sobotę raniutko w Puli. Wyjazd w sobotę około godziny 14 i w niedzielę powinniśmy dotrzeć do domciu.
Jeśli oczywiście wszystkie Neptuny pozwolą.
Brakuje nam jeszcze kilku osób a chcemy popłynąć w pięć okrętów, dlatego nabór otwarty.
Rozpatrujemy także podróż własnymi samochodami. W kwocie 1800 złociszy zawiera się praktycznie wszystko oprócz kaucji (zwrotnej jak nic nie narozrabiamy) a to, w zależności od łódki wynosi 120 - 200 euro. Często płacimy (zastawiamy) karty kredytowe.

Ingrediencje wyżej wymienionej kwoty:

czarter jachtów, wyżywienie, transport w obydwie strony, paliwo, opłaty portowe, pościel, środki higieniczne, sprzątanie jachtu po rejsie.
Cena może się zmienić jeżeli euro podskoczy, (czego sobie nie życzymy rzecz jasna).
No i coś własnego na uciechy portowe....

.....ale jeżeli by ktoś zapragnął zaznać faktycznie morza z charakterem... dużej wody, sStrefyY PŁywÓWw, wirów, upierdliwych monotonnych wacht, ciężkiej roboty dzień i noc... czyli tego Co w żeglarstwie jest solą i chlebem, Co mimo dwudziestego pierwszego wieku niczym się nie zmieniło od początku powstania wody...... gdy tylko na nią wypłyniemy i stracimy ląd z oczu...

...to wyruszamy w rejs ze Świnoujścia 18 lipca, Kanałem Kilońskim przeprawiamy się na otwarte wody MORZA PÓŁNOCNEGO... Cuxhaven, Bremerhaven, Delfzijl, Wyspy Fryzyjskie, zahaczymy co tam będzie po drodze może nawet Helgoland i zostawimy ślad naszej słowiańskiej rasy kończąc rejs 1 sierpnia w Czerwonej Dzielnicy Amsterdamu...
Jeśli oczywiście Neptun pozwoli...
Jak za tyle przygód i strachu to 2200 - PLNów, jest niewiarygodnie niską ceną (oprócz wydatków własnych rzecz jasna)
Powrót busem.

No i...

wróciliśmy z Morza Północnego. Rejs, jak niemal każdy, obfitował w wiele przygód, które dały  początek nowym morskim opowieściom. Nie sposób jednak przytoczyć ich wszystkich, więc relacja z rejsu to jedynie esencja esencji tego, co działo się zarówno na morzu jak i w portach.

Wyruszyliśmy ze Świnoujścia 18 lipca, na uznawanym za kultowy w kręgach żeglarskich jachcie Roztocze. Nasz plan zakładał „prześlizgnięcie” się przez nasze rodzime morze, tak aby jak najszybciej znaleźć się na wodach pływowych. Bałtyk miał również stać się rozgrzewką przed prawdziwym morskim żeglarstwem dla tych, którzy wybrali się na taki rejs po raz pierwszy.

 
Wiadomość dla kursantów Drukuj Napisz e-mail
Wpisany przez wojtek   
wtorek, 17 lutego 2009 20:24

KURS NA STOPIEŃ ŻEGLARZA JACHTOWEGO

Grafik pływań znajduje się na forum.

Zajęcia nad Zalewem już się zaczęły.W razie jakiś problemów proszę o kontakt

0 661 197 163

Dane kontaktowe

Ostatnia zmiana 2009-05-18

 
« pierwszapoprzednia616263646566następnaostatnia »

Strona 66 z 66